- - - - - - - - - - - - Blog dedykowany Władysławowi Zambrzyckiemu, autorowi Oficyny Elerta - - - - - - - - - - - - Zapis rzeczy ciekawych, doświadczonych, w skutkach pod zmysły podpadających, w rozmowach zasłyszanych, na widok wystawionych, takoż myśli filozoficznych, politycznych, nabożnych, z przydatkiem do tejże materii pouczeń rycerskich, jako też sekretów końskich, ludzkich, bydlęcych i ptasich.
RSS
wtorek, 08 kwietnia 2008
Koński balsam

Gorczyn-afrykander uwielbia podsłuchowywać w środkach komunikacji miejskiej i niedawno zdarzyło mu się zapoznać z wrażeniami pewnej pani świeżo po wizycie u „bioenergotego”, jak określiła profesję owej osoby. Pani dzieliła się emocjami z koleżanką i całym autobusem przy okazji, bo głos miała donośny. Jak wyjaśniła, zabieg miał jej między innymi poprawić „paratego jelit” i „ogólną energię”. Co do perystaltyki Gorczyn się nie wypowie, ale energia aż tryskała. Otóż wśród licznych ciekawych informacji pani wyznała też, że zalecono jej  smarowanie końskim balsamem. Gorczyn zastrzygł uszami, po czym przystąpił do poszukiwań internetowych i co się okazało: „Koński balsam” lub „Maść końska” jest szeroko stosowaną maścią ziołową z wyciągami z arniki (jakoby stanowiącej 20% składu) i rozmaitych innych ziół, najwyraźniej wymyśloną przez Szwajcarów do leczenia koni „w czasach, gdy po ulicach jeździły dorożki” (gdzie? w niektórych miejscach jeżdżą do dziś). Potem oszczędni Szwajcarzy sami zaczęli się tym smarować, a w końcu ruszyli na podbój rynków światowych. Skutki gmerania w sieci:

„Na bazie znanej maści dla koni - przeznaczony dla ludzi”

żel z aloesu, olejki: arnikowy, anyżowy, eukaliptusowy, walerianowy, świerkowy, sosnowy, lawendowy, mięty pieprzowej, rozmarynowy, tymiankowy, jałowcowy, cytrynowy oraz wyciąg z owoców kasztanowca”

„nie zawiera żadnych składników pochodzenia zwierzęcego, tym samym polecany jest również wegetarianom” (mają go jeść czy co??)

"W skład emulsji wchodzą ekstrakty ziołowe pochodzenia naturalnego oraz woda z lodowców, a tajemnica niezwykłej skuteczności oryginalnego końskiego balsamu ziołowego kryje się we właściwych proporcjach składników i odpowiednim ich przygotowaniu, dzięki czemu osiąga się synergię. Synergia polega na tym, że wszystkie składniki razem działają o wiele skuteczniej niż każdy z nich osobno.” (Gorczyn wie, co to synergia, ale czy rzeczywiście woda z lodowców do tego niezbędna?)

Hmmm. Nic nowego pod słońcem. Arnikę znał już Ojciec Hipokrates; lek doskonały, w dodatku w żadną stronę stosowany nie powoduje purgania (patrz: „Kwatera Bożych pomyleńców”)… Wprawdzie święta Hildegarda uważała arnikę za afrodyzjak, a niektórzy polecali ją na moczenie nocne i szok poporodowy, ale pozostali zwykle skupiali się na stosowaniu zewnętrznym i cudownym działaniu na stany zapalne.   

 Natomiast w Bawarii, w wigilię Św. Jana, arnikę wtykano na brzegach pól w celu ochrony przed gradobiciem, a ustawiona w oknie miała chronić przed uderzeniem pioruna.”

Dość o arnice. Gorczyn.

21:45, afrykander
Link Komentarze (3) »
czwartek, 27 marca 2008
O wyższości katolicyzmu nad protestantyzmem reformowanym:P

Pisze Gorczyn. Urodzony i wychowany w świętej wierze katolickiej z szacunkiem odnoszę się do każdej religii, która ludzi do Boga przybliża a czcić Go i wierzyć Weń pomaga. Nie moje to słowa, piszę, com czytał.

"...Stopniowo wyrobiło sie we mnie przekonanie, że wiara kalwińska jest niczym w porównaniu z rzymsko-katolicką. Zacząłem uciekać z lekcji naszego pastora szkolnego, a w zamian chodziłem na wykłady księdza prefekta. Pewnego razu, kiedy spokojnie siedziałem w oślej ławce przysłuchując się katechizmowi, ksiądz prefekt zwrócił na mnie uwagę. <<Jak się nazywasz>>? - spytał. <<Schroetter jestem>> - powiadam. <<Dlaczego cię nie ma w spisie>>? "Bo mnie ochrzczono na kalwina, a chciałbym zostać katolikiem>>. Wtedy ksiądz zaczął mi zadawać rozmaite pytania, na które odpowiedziałem w sposób mniej więcej następujący. <<Uważam, że wiara katolicka jest lepsza, ponieważ na pocesji rzuca się petardy, ponieważ w lany poniedziałek wolno jest oblać pannę wodą i wreszcie ze względu na popielec, kiedy to przyczepia się przechodniom hocki-klocki>>. Usłyszawszy takie wyznanie wiary, ksiądz prefekt jęknął, podniósł oczy do nieba, załamał ręce, wziął mnie pod ramię, zaprowadził do sąsiedniej sali, gdzie odbywała się lekcja księdza pastora i długo coś szeptał mu na ucho. Obaj spoglądali na mnie z boleścią w oczach, aż wreszcie pastor rzekł: <<Tak, innej rady nie ma>>. I odesłał mnie do domu z listem polecającym. Nie wiem, co było w tym liście. Stwierdzam tylko, że po przeczytaniu mój papa odpiął pasek przytrzymujący mu spodnie, położył mnie na krzesełku i wsypał mi dwadzieścia razów. Od tej chwili zniechęciłem się całkowicie do naszej religii i już więcej nie widziano mnie w kościele".

 (Hmm, jakem szczery katolik, tak nigdym z takowych dobrodziejstw swej wiary nie korzystał...:))

Czy Schroetter zmienił wiarę? W jakich okolicznościach? Jakich przygód był obserwatorem i uczestnikiem? Zdradzę jeno, iż ówże "kalwin" był... rzymskim niewolnikiem. Zainteresowanych odsyłam do powieści W. Zambrzyckiego "Nasza Pani Radosna". Kryptoreklama? Ależ skąd! Jakie "krypto":P?

Przerywam chwilowo owe rozważania nad wyższościami wyznań, Gorczyn.

14:30, la.brave.pigeonke
Link Komentarze (2) »
czwartek, 13 marca 2008
Piwo a morale

Święta Hildegarda z Bingen, mistyczka, kompozytorka, lekarka, jedyna pisarka średniowiecza, jakoby cierpiąca na migrenę (czemu niby akurat początek w wieku 42 lat? Oj, coś Gorczyn-Afrykander węszy więcej). Chwilowo interesuje Gorczyna jako autorka przepisów na warzenie piwa oraz zdania, że „piwo ma pozytywny wpływ na ludzkie ciało; sprawia, że cera jest zdrowa, przywraca utracone siły i leczy depresję, dlatego też szczególnie powinno się je zalecać jako lekarstwo chorym na duchu”.

Pozytywny wpływ piwa na morale wielokrotnie był doceniony w historii światowej, ale  nic chyba nie przebije operacji XXX DEPTH CHARGE FITMENT – oto biednym żołnierzom alianckim walczącym w 1944 w Normandii nie smakowało francuskie piwo (co i nie dziwota), więc brytyjskim bombowcom podwieszono beczki z piwem zamiast bomb i gazowały przez La Manche z piwem z browaru Strong and Co w Romsey (Gorczyn podaje za „Ilustrowanym leksykonem piwa”).

Ha. Piwo zawsze budziło gorące emocje. Nawet wojny zdolne było wywoływać. W zakładkach „Browar”, tamże historia śląskich wojen piwnych. Trzeba jechać do Wrocławia i zakosztować piwa świdnickiego…

21:56, afrykander
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 marca 2008
Wpływ wina na rozwój medycyny

Gorczyna-afrykandra od dawna dręczyło, kto pierwszy wpadł na pomysł walenia młotkiem w kolano. Piszę, com czytał:

Idea diagnostycznego opukiwania pacjenta narodziła się w umyśle austriackiego lekarza Leopolda Auenbruggera około roku 1761, gdy obserwował właścicieli winnic (jak mniema Gorczyn – austriackich) opukujących młotkiem beczki wina celem ustalenia poziomu płynu. Opukiwanie klatki piersiowej i brzucha weszło powoli do kanonu badania przedmiotowego, a idąc za ciosem wynaleziono specjalne urządzenie do opukiwania – pleksymetr, którego częścią był niewielki młotek opukowy (dziś muszą nam wystarczyć palce). Ale dopiero w 1870 Wilhelm Heinrich Erb (tak tak, ojciec niemieckiej neurologii, Bawarczyk zresztą, ten od punktu Erba i porażenia Erba, który zmarł przeziębiwszy się przez Eroicę Beethovena) wpadł równolegle z Karlem Friedrichem Otto Westphalem (to ten od jądra Westphala-Edingera, ojciec młodszego Westphala od moczówki prostej) na pomysł badania odruchu kolanowego. W 1875 obaj to opublikowali i poszło. Przez jakiś czas nie było jasności czym najlepiej wywoływać odruchy - palcami, powierzchnią łokciową ręki czy młotkiem (a istniały wtedy tylko młotki opukowe jak wyżej, stanowczo za lekkie). John Madison Taylor (Amerykanin, jasna sprawa) w 1888 pokazał pierwszy młotek neurologiczny, do dziś używany ”trójkąt”. Potem każdy wymyślał coś dla siebie poręczniejszego i tak pojawił się młotek Kraussa, Troemnera, Berlinera, naszego drogiego Józefa Babińskiego, Dejerine’a, wreszcie modele Queen Square (owoc pomysłowości pielęgniarskiej) i Buck. Dla ciekawych – strona maniaka młotków, gdzie są odpowiednie obrazki.

Wszystkie pomysły od Taylora począwszy są w powszechnym użyciu, może tylko Krauss trochę zapomniany, przynajmniej w Polsce. I pomyśleć, że na początku była po prostu beczka wina w austriackiej piwnicy…

Dość o młotkach. Gorczyn.

 http://www.med-psych.net/reflex/index.html

 

23:01, afrykander
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 marca 2008
A jeśli jest?

Gorczyn ręką własną, aczkolwiek nieco osłabiony intelektualnie. Usłyszałem dziś tekst, za który pewnikiem srogą pokutę mi nada zacny przeor zakonu Ojców Augustianów (na Piwnej się znajdujący), ale którego nie zapisać nie mogę. A oto i on:

"JEŻELI, CO DAJ BOŻE, BOGA NIE MA, TO CHWAŁA BOGU! ALE JEŻELI, NIE DAJ BOŻE, PAN BÓG JEST, TO NIECH NAS RĘKA BOSKA BRONI..."

Gorczyn, przemyśliwując w Wielkim Poście nad głębią tych słów, gotów jest jednak na kary wszelakie. Tu koniec frywolnych tekstów o teologii, Gorczyn.

19:25, la.brave.pigeonke
Link Komentarze (12) »