- - - - - - - - - - - - Blog dedykowany Władysławowi Zambrzyckiemu, autorowi Oficyny Elerta - - - - - - - - - - - - Zapis rzeczy ciekawych, doświadczonych, w skutkach pod zmysły podpadających, w rozmowach zasłyszanych, na widok wystawionych, takoż myśli filozoficznych, politycznych, nabożnych, z przydatkiem do tejże materii pouczeń rycerskich, jako też sekretów końskich, ludzkich, bydlęcych i ptasich.
RSS
piątek, 17 października 2008
Jutro w eterze

Jutro o 10.05 w Programie 2 Polskiego Radia audycja o "Kwaterze Bożych pomyleńców"! Będzie coś mówił nasz ulubiony Pan Tomasz Burek, Gorczyn nadstawia ucha.

 

19:21, afrykander
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 października 2008
Ani nic

   Kora - wokalistka Maanamu - zdradziła najtajniejsze szczegóły swej higieny osobistej. W ekskluzywnym wywiadzie dla pisma "Eksklusiv" powiedziała, że nie przepada za zwykłą wodą i mydłem, ponieważ "woda w Warszawie jest techniczna".   Rolę jej łazienki pełni salon kosmetyczny. "Mój masażysta pan Piotr  specjalnie dla mnie skonstruowanym peellingiem mył mnie raz w tygodniu, a potem masował. A ja już się w tym czasie w ogóle nie kąpałam, nie brałam prysznica. Ale  a n i   n i e   ś m i e r d z i a ł a m ,  a n i   n i c " - mówi ekskluzywna Kora.
     Gorczynowi przypomniała się gwiazda warszawskich scen Maria Wisnowska, która tylko raz w miesiącu jeździła do kąpieli, a była najbardziej pożądaną kochanką w mieście. Najprawdopodobniej też      " a n i   n i e   ś m i e r d z i a ł a,  a n i  n i c"   Jednak 1 lipca 1890 roku wielbiciel - kornet grodzieńskiego pułku huzarów lejbgwardii - Aleksander  Barteniew zastrzelił Marię i obłożył jej łono owocami wiśni.


       Wiśnie intensywnie pachną - dopisuje Gorczyn. 

17:38, quadratus
Link Komentarze (2) »
czwartek, 21 sierpnia 2008
Psy w Kuźnicy

Ręką własną Gorczyna: Psy spacerujące w Kuźnicy mają imiona: Oga, Oliwka, Luna, Festyn, Moher, Lucky, Miśka, Bella, Leo, Abra.

P.S. Wszystkim zambrzycczykom: we wrześniu wyjdzie pierwsze nieocenzurowane wydanie "Kwatery Bożych pomyleńców". Wyznawcy świętego Alabastra, łączcie się!

18:18, afrykander
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 maja 2008
Łapy precz od Hildegardy!

Gorczyn-afrykander bardzo świętą H. lubi za jej piwne konotacje. Wie też, że była wielką orędowniczką orkiszu jako zboża zdrowego, pożywnego etc, etc (panów posłów Dumy uprasza się o spokój). Gorczyn osobiście notorycznie kupuje na polskim serwisie aukcyjnym (gwiazdka gwiazdka) mieszankę na orkiszowe mufinki z rodzinnego młyna z tradycjami (gwiazdka gwiazdka), bo zdecydowanie smaczniejsze to niż babeczki doktora Lectera, a i foremki papierowe są w zestawie. Otóż ostatnio na stronie rodzimego rodzinnego młyna dojrzał kawę świętej Hildegardy – czyli zwykłą zbożówkę, tyle, że z orkiszu – i naturalnie zakupił celem popróbowania. Na słoiczku kraj pochodzenia Czechy (tu Gorczyn sprawdził jak jest orkisz po czesku) i wizerunek świętej. No to Gorczyn do wyszukiwarki. I masz babo placek! Okazuje się, że nieszczęsna Hildegarda firmuje mimowolnie (przypuszczam) całą masę ekoproduktów. Pal sześć  „Herbatę Św. Hildegardy ANIOŁ STRÓŻ EKO” (kawałki jabłek, kolendra, koper włoski, dzika róża, mięta kędzierzawa, anyż, melisa, bławatek) czy ”Herbatę Św. Hildegardy ROZGRZEWAJĄCĄ” (kraj produkcji także Czechy). I mniejsza o to, co to jest „Gałgant św. Hildegardy BIO” (brzmi podejrzanie), tudzież z owym gałgantem ciasteczka, 110g. Ale Gorczynem wstrząsnęły dwie pozycje. Primo: ”Hyzop” świętej Hildegardy (który jako żywo kojarzy się Gorczynowi jedynie z kropieniem i bieleniem, a nie z przyprawianiem ziemniaków) oraz secundo: Herbatka świętej Hildegardy dla Panów (cynamon, koper włoski, kawałki pomarańczy, kolendra, lukrecja, gałgant chiński, kardamon, rozmaryn, gałka muszkatołowa, anyż). Doprawdy Gorczyn nie wie, co to ma być. Ani na afrodyzjak nie patrzy, ani na prostatę chyba nie za bardzo… Chyba tylko na purganie, vide koper włoski. Ale czemuż w takim razie tylko dla panów??

 

Pozostając w zdumieniu ręką własną Gorczyn.
23:32, afrykander
Link Komentarze (4) »
piątek, 09 maja 2008
"Nie ma mocnych"...
Gorczynowi - la brave pigeonke wpadła w rękę "powieść filmowa" pod tym tytułem (tak, tak Kargul, Pawlak &Coo) ale jakże się różniąca od filmu (podobnie ja pierwszy i trzeci tom sagi filmowo - literackiej). Gorczyn naprawdę żałuje, że nie jest w stanie przepisać wszystkich trzech powieści filmowych, bo dopiero teraz widzi, co autorzy chcieli powiedzieć, a co powiedzieli:P
No, ale dziś Gorczyn czyta fragment "Nie ma mocnych" opisujący delegację kołchoźników radzieckich w rodzimym PGR-ze. (Oczywiście sceny tej nie ma w filmie). Sama w sobie za długa, żeby cytować, ale Gorczyn gwoli dania upustu temu, co mu w duszy zagrało MUSI opisać rozterki dyrektora PGR-u (w filmie trzecioplanowa postać kreowana przez B.Pawlika) dotyczące jego ojca, Rotmistrza WP.
 
"Dyrektor Pilch uzmysłowił sobie, że jest jeszcze jeden człowiek, który stanowi zagrożenie dla bezkonfliktowego przebiegu zbliżającej się uroczystości: jego własny ojciec.
Marceli Pilch zwany był <<Rotmistrzem>> jako, że tego stopnia dosłużył się w ułanach. Z wojny 39 roku wyszedł po kontuzji z jedną nogą sztuczną, ale głośno i wciąż powtarzał, że jak przyjdzie pora przegnać bolszewika za Styr i Dniestr, to on z tą nogą dosiądzie konia. W szafie trzymał szablę, bryczesy i buty do konnej jazdy, których nie założył już od czterdzistu blisko lat, za to czyścił je co trzeci dzień, bo zawsze powtarzał, że <<oficerki muszą się błyszczeć, ja d*** anioła>>. Wiecznym problemem jego syna było izolowanie go od przedstawicieli wszelkich władz, gdyż z każdym i w każdej sytuacji podejmował dyskusję na temat <<jałtańskiej zdrady>>, której dopuściły się mocarstwa zachodnie wobec Polski. Na nic się zdały błagania, by ojciec nie schodził z góry i nie zaczynał rozmowy z sekretarzem egzekutywy od pytania, jaką też towarzysz widzi różnicę między totalitaryzmem faszystowskim a sowieckim, albo czy zdaje sobie sprawę, że społeczeństwo bez elit skazane jest na pauperyzację duchową. Kilka razy udało się dyrektorowi zagłuszyć ojca obłudnym stwierdzeniem, ze oto właśnie nadszedł czas, kiedy cały naród jest elitą - ale zawsze czuł się w obecności ojca jakby  siedział na minie, której detonator trzyma w ręku Rotmistrz. Co by się stało, gdyby Rotmistrz zorientował się, ze majatek PGR jest zalany gośćmi z wycieczki przyjaźni? Nie, nie mógł do tego dopuścić, bo na dźwięk rosyjskiej mowy Rotmistrz mógłby sobie przypomnieć przeżycia z 1920 roku, kiedy to bawił z krótkotrwałą gościną jako jeniec wśród <<bojców>> Pierwszej Konnej Armii Budionnego".
Rotmistrzowi oczywiście nie udało się (mimo zaiste machiawelistycznych praktyk) uchronić ojca przed spotkaniem z kołchoźnikami (czy raczej odwrotnie). Jest co czytać. Zachęcam.
 
I to tyle 9 maja w dniu, o którym całe dzieciństwo i wczesną młodość Gorczyn miał kładzione do głowy, ze jest Dniem Zwycięstwa - Dniem Pobiedy.
10:35, la.brave.pigeonke
Link Komentarze (3) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15