- - - - - - - - - - - - Blog dedykowany Władysławowi Zambrzyckiemu, autorowi Oficyny Elerta - - - - - - - - - - - - Zapis rzeczy ciekawych, doświadczonych, w skutkach pod zmysły podpadających, w rozmowach zasłyszanych, na widok wystawionych, takoż myśli filozoficznych, politycznych, nabożnych, z przydatkiem do tejże materii pouczeń rycerskich, jako też sekretów końskich, ludzkich, bydlęcych i ptasich.
RSS
piątek, 20 lutego 2009
Daj Boże
1 stycznia 2009, po południu, wyszedłem z suczką. Ponieważ wszystkim spacerującym składam życzenia, powiedziałem  - wszystkiego najlepszego w nowym roku - babci z jamnikiem na smyczy. Odpowiedziała - żeby pan jeszcze pochodził. Zastanowiła mnie. Czy  to widok siwych włosów, gdy zdjąłem kapelusz, czy zauważyła, że kuleję, a może jestem tak stary jak na, ale jeszcze tego nie dostrzegam? W sumie to nieważne, to drobiazgi. Liczy się życzenie - żebym jeszcze pochodził !
Co daj Panie Boże.
20:54, quadratus
Link Dodaj komentarz »
Vivat elektronika

Pręgowany kot imieniem George zaginął 23 czerwca 1995 roku. Jego właściciele Frank Walburg i Melinda Merman nie ustawali w poszukiwaniach, tygodniami  przetrząsali okolicę, przez pół roku codziennie odwiedzali pięć okolicznych schronisk. Wytrwale dawali ogłoszenia i 500$ nagrody. Melinda przez lata dawała ogłoszenia w prasie i na stronach internetowych. Bez skutku. ALE...George jako kociak zaszczepiony został eletronicznym urządzeniem identyfikującym RIFD opatentowanym w 1985 roku. To właśnie dzięki wszczepowi właściciele dostali po trzynastu latach  telefon z Biura Kontroli i Opieki nad Zwierzętami Hrabstwa Sonome. Komuś ze schroniska przyszło do głowy, aby przeskanować wynędzniałego, chorego kota przed uśpieniem... nadajnik odezwał się. Dzięki temu kot został zidentyfikowany jako George zaginiony trzynaście lat temu.
     Vivat elektronika - zapisał Gorczyn.

20:52, quadratus
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 stycznia 2009
Krowy z Wessex
Krowy, które doiła Tessa d'Urberville, nazywały się Dumpling, Fancy, Lofty, Mist, Old Pretty, Young Pretty, Tidy i Loud, czyli w tłumaczeniu pani Róży Czekańskiej-Heymanowej: Bułeczka, Narowista, Latawica, Mgła, Stara Ślicznotka, Młoda Ślicznotka, Czyściocha i Wrzaskula.
17:24, afrykander
Link Komentarze (2) »
czwartek, 20 listopada 2008
Beczka a cielak. Bezimienny.

W stanie wojennym Quadratus kupił cielaka pod Hajnówką i musiał podciągnąć go na belkę do oprawienia. Doskonale pamięta wagę, bo  zapłacił za 87 kg. Sam, w zimowych butach, ważył dużo mniej.

Ponieważ akcja miała miejsce w drewutni, chwytał coraz cięższe pieńki, aby się zrównoważyć. Miotający się Quadratus - uczepiony jedną ręką linki z cielakiem i machający drugą, aby złapać pieniek. Do tego ciągle spadający cielak albo pieniek.  To musiało być widowisko wyjątkowo komiczne, bo do łez rozweseliło miejscowego włościanina. Najprawdopodobniej dlatego długo zwlekał z pomocą.

Pomny tej historii Quadratus przeczytał  wyjaśnienie murarza z bolesnym zrozumieniem:

 

>>BECZKA

Szczecińska prokuratura badała, czy pracodawca jednego z miejscowych murarzy nie popełnił przestępstwa, nie zapewniając mu bezpiecznych warunków pracy. Oto treść pisma poszkodowanego murarza do prokuratury.

„Szanowni Państwo, w raporcie jako przyczynę wypadku podałem „próba samodzielnego wykonania pracy”. W piśmie stwierdzili Państwo, że powinienem podać pełniejsze wyjaśnienie. Sądzę, że poniższe szczegóły będą wystarczające.

Jestem z zawodu murarzem. W dniu wypadku pracowałem sam na dachu nowego, trzypiętrowego budynku. Kiedy zakończyłem pracę, stwierdziłem, że mam ponad 150 kg cegieł porozrzucanych w około. Zdecydowałem się nie znosić ich na dół pojedynczo, lecz spuścić je w beczce, używając liny na bloku przytwierdzonym do ściany. Po zabezpieczeniu liny na dole wszedłem na dach i zawiesiłem na niej beczkę załadowaną cegłami. Potem zszedłem na dół i odwiązałem linę, a następnie, trzymając ją mocno, zacząłem powoli opuszczać 150-kilowy ciężar.

W raporcie o wypadku napisałem, że ważę 80 kilogramów. Możecie sobie państwo wyobrazić, jak duże było moje zaskoczenie nagłym szarpnięciem do góry- straciłem orientację, nie puściłem jednak liny. Nie muszę dodawać, że ruszyłem do góry w raczej szybkim tempie, po ścianie budynku. W połowie drugiego piętra spotkałem się z opadającą beczką- to tłumaczy pękniętą czaszkę i złamany obojczyk.

Zwolniłem trochę z powodu beczki, ale kontynuowałem gwałtowne wciąganie, nie zatrzymując się, aż kostki mojej prawej ręki nie weszły w bok. Na szczęście pozostałem przytomny i byłem w stanie nadał trzymać mocno linę pomimo bólu i ran.

W tym samym czasie beczka z cegłami uderzyła o ziemię. W wyniku uderzenia jej dno pękło, a zawartość wypadła. Pozbawiona cegieł beczka ważyła już tylko 25 kilogramów. Przypominam, że ja ważę 80 kilogramów, więc w tej sytuacji zacząłem gwałtownie spadać i w połowie drugiego piętra ponownie spotkałem się z beczką, która tym razem wznosiła się do góry.

W efekcie mam pęknięte kostki i rany szarpane nóg. Spotkanie to opóźniło mój upadek na tyle, że odniosłem mniej obrażeń przy upadku na stos cegieł- złamane tylko trzy żebra.

Z przykrością muszę stwierdzić, że gdy leżałem obolały na cegłach, nie mogłem wstać ani się poruszać, a ponadto przestałem trzeźwo myśleć i puściłem linę. Pusta beczka ważąca więcej niż lina spadła na dół i połamała mi nogi.

Mam nadzieję że udzieliłem Państwu wyczerpujących odpowiedzi potrzebnych do zakończenia postępowania w mojej sprawie. Teraz już Państwo zapewne rozumieją, w jakich okolicznościach wydarzył się mój wypadek.

Z poważaniem

(nieczytelny podpis i numer polisy)” <<

(tekst ludowy, krążący w Internecie)

18:19, quadratus
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 listopada 2008
Strzyżone wymię

   Gorczyn ze zdumieniem dowiedział się o istnieniu „krowich fitterów”, których zadaniem jest „wykonywanie czynności pielęgnacyjnych koniecznych, aby jak najlepiej zaprezentować zwierzę oraz by jak najlepiej odpowiadało wzorcowi rasy”. Pomińmy kwestię wyboru właściwej krowy, która między innymi musi „poruszać się swobodnie na dobrych nogach, właściwie ustawionych, z wysoką piętką racicową i mocną pęciną”. Pomińmy długotrwałe przygotowania zwierzęcia zaczynające się miesiące przed wystawą, wśród nich naukę chodzenia w pozycji dla krowy niefizjologicznej, z uniesioną głową. Nie rozwodźmy się nad kwestią przycinania racic i mycia krowy (acz nie zaszkodzi wspomnieć o polecanym płynie do mycia naczyń „Sunlight”). Uwagę Gorczyna przykuła kwestia strzyżenia. Zrozumiałe, że gdzie krowa zbyt wypukła w stosunku do ideału, tam więcej trzeba przyciąć, a gdzie zbyt wklęsła – więcej zostawić. Ale czy komuś przyszłoby do głowy jak istotne jest osiągnięcie właściwej linii grzbietu - do tego stopnia, że istnieją specjalne preparaty do stroszenia krowiej sierści? Albo że „rozumie się samo przez się, że strzyżone wymię jest znacznie bardziej atrakcyjne i przyciągające uwagę”. (Dla Gorczyna-Afrykandra „się nie rozumie”. Może to kwestia orientacji.) I dalej: „Oczywiście ważne jest wybranie odpowiedniego stopnia wypełnienia wymienia. Wymię powinno być jędrne i pełne, jednak tylko do tego stopnia, gdy kierunek strzyków nie prowadzi jeszcze na zewnątrz. Krowa musi nadal sprawnie się poruszać” (wszystkie cytaty pochodzą z pozycji „Pielęgnacja i przygotowanie bydła do wystawy” autorstwa pani Anny Siekierskiej).   

„A przestańże, luby Gorczynie, ciągle o krowach pisać. Imci panu Piotrowi te krówska tak obrzydły, że dziś rano kwaterki mleka nie mógł przełknąć. Pisz o czym chcesz, ale zapomnij o krowach.” (Władysław Zambrzycki, „W oficynie Elerta”)

13:37, afrykander
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15